Wywiad Z Bojownikiem Oddziału Antyautorytarnego W Ukrainie

Author

161 Crew Ilya

Date
May 10, 2022

Po rozpoczęciu wojny wielu naszych towarzyszy z Kijowa zostało ochotnikami lub członkami Oddziału Antyautorytarnego w ramach Obrony Terytorialnej w Ukrainie. Oddział jest teraz głównie zaangażowany w szkolenie i służbę wartowniczą. Kiedy wróg był jeszcze w rejonie Kijowa, chłopaki jeździli na pozycje frontowe, by pomagać ukraińskiej armii w obserwacji z dronów, brali udział w transporcie uchodźców zielonym korytarzem i wyjeżdżali na wezwania od obywateli w sprawie grup sabotażowych.

Rozmawialiśmy z Ilją, anarchistą z Rosji, który mieszka w Ukrainie od prawie 3 lat i brał udział w białoruskim powstaniu w 2020 roku. O trudnościach w nauce wojennego rzemiosła, roli broni w wyzwoleniu i politycznych perspektywach dla naszego regionu.

Mieszkając w Kijowie, to zrozumiałe, dlaczego nie trzymałeś się z daleka. Ale dlaczego poszedłeś do wojska, a nie do wolontariatu czy innych działań obywatelskich?

Przede wszystkim uważam, że wszystkie obszary działania są bardzo ważne. Wolontariat, praca w mediach i organizowanie działań politycznych, które nie mogą być realizowane tylko w strukturach wojskowych. Linia frontu nie znajduje się tylko w strefie walk, ale we wszystkich miejscach, gdzie ludzie robią coś razem, by ruch anarchistyczny mógł się pojawić w konfrontacji z imperialistami.

Mimo to zdecydowałem się obrać drogę wojskową. Wierzę, że nasz ruch musi być w stanie dać zbrojny odpór swoim przeciwnikom. To zawsze było dla mnie ważne, zarówno jako część mojego politycznego światopoglądu, jak i w sensie osobistym. Zrozumienie, że ja i my możemy to zrobić.

Co więcej, nie była to tylko osobista decyzja, ale także część naszego wspólnego planowania. Po Nowym Roku w ruchu anarchistycznym w Kijowie odbyły się spotkania, na których zdecydowaliśmy, co będziemy robić, jak będziemy się ze sobą koordynować. Już wtedy postanowiłem, że będę się koncentrował na tym kierunku. Dosłownie w pierwszych dniach wojny to się sprawdziło.

Czy wcześniej miałeś jakieś umiejętności wojskowe?

Tak, miałem doświadczenie podstawowego szkolenia wojskowego. Praktykowaliśmy to razem z naszymi towarzyszami jako część naszego politycznego podejścia. A dzięki temu, że udało nam się zorganizować proces szkolenia, gdy wszystko się zaczęło, mogłem się nauczyć i opanować wiele nowych rzeczy.

Czy trudno jest zanurzyć się w wojsku?

To z pewnością nie jest łatwe. Ale jest z nami kilka osób o podobnych poglądach, które nigdy wcześniej nie miały do czynienia z pistoletem maszynowym i wszyscy dość szybko się z tym uporali. Tutaj, jak w każdym innym rzemiośle, wszystko zależy od zainteresowania i pracowitości.

Musisz dużo zapamiętywać, ale na poziomie podstawowym nie zauważyłem niczego, co by lasowało mózg.

Wymagany jest pewien wysiłek fizyczny, nie możesz cały czas chodzić, musisz umieć trochę pobiegać, przewrócić się i wstać. Ale to znowu jest do osiągnięcia — kwestia treningu.

Wszyscy ludzie o przeciętnym zdrowiu i chęci do działania będą mogli się do wojska dostać bez problemu, jeśli będzie zainteresowanie. Dlatego, jeśli ktoś zastanawia się, jak bardzo realne jest opanowanie tego, radziłbym się nie bać, ale spróbować, a najprawdopodobniej się uda.

To powiedziawszy, stwierdzić, że od razu rzuciłem się w wir wojennego rzemiosła, byłoby trochę zbyt śmiałe. Jesteśmy przecież na etapie początkowym. Nawet dwa miesiące mniej lub bardziej systematycznego treningu to nie jest czas, w którym możesz się w pełni przygotować.

Mówiąc o podstawowych umiejętnościach, w jakim stopniu twoim zdaniem pospolite ruszenie ma jakiekolwiek znaczenie we współczesnych działaniach wojennych? Biorąc pod uwagę silną profesjonalizację armii.

Oczywiście, profesjonalna, zaawansowana technologicznie armia ma ogromną przewagę nad jakąkolwiek popularną, partyzancką siłą.

Niemniej jednak dużą rolę odgrywają też milicje i partyzantka. Ponieważ reżim Putina działa jak okupant, opór jest prowadzony przez wielu lokalnych ludzi, którzy dobrze znają środowisko miejskie i wiejskie. To daje im wielką przewagę.

Także ducha walki. Jeśli ludzie naprawdę będą walczyć na poważnie, tak jak widzieliśmy to w Kurdystanie, to nawet przewyższająca ich o wiele głów technologicznie armia turecka nie będzie w stanie ich złamać.

Ale ciekawe jest to, że każda milicja czy ruch partyzancki dąży do profesjonalizmu. Do profesjonalizmu w pracy partyzanckiej. Musisz poszukać sposobów na zdobycie najnowszych środków technicznych i zatrudnić profesjonalistów, którzy wiedzą, jak się nimi posługiwać. Nie powinno być błędnego przekonania, że partyzant to po prostu niezdyscyplinowany dziadek Kuźmicz, który wziął berdankę, schował się w lesie i coś tam robi.

W rzeczywistości armie zawodowe zapożyczyły wiele z taktyki partyzanckiej. Są to małe grupy, małe, ukradkowe ataki i szybkie wycofywanie się. Opanowanie takiej taktyki, by umiejętnie działać w tym obszarze, to też spore wyzwanie. Wszyscy ci, którzy poważnie myślą o wojnie ludowej, wojnie podmiotów niepaństwowych przeciwko podmiotom państwowym, muszą się nad tym zastanowić.

Poza wspomnianą już taktyką walki, w jaki inny sposób ludowa, anarchistyczna struktura wojskowa mogłaby się różnić od struktury państwowej lub propaństwowej?

Przede wszystkim przez ideał społeczny, dla którego istnieją i o który walczą. Nie jestem pewien, czy strukturalnie mogą się one aż tak bardzo różnić od konwencjonalnych sił zbrojnych. Sytuacja wojskowa wymaga pewnego systemu dowodzenia, pewnej hierarchii. Nawet jeśli musi być tymczasowa i krytyczna, to jednak istnieje i bez niej w tej chwili nie wiadomo, jak się obejść.

Wiemy, że „karabin rodzi władzę”, czy nie dotyczy to również anarchistycznych struktur zbrojnych? Czy nie mają one, podobnie jak inne formacje zbrojne, możliwości narzucania swojej woli innym organizacjom?

„Karabin rodzi władzę”, ale — powiem to wznioślej — karabin może też rodzić władzę ludu. Cóż, jeśli chcesz, bezsilność, dla mnie są one w pewnym sensie synonimami. Zawsze traktowałem broń, a szerzej przemoc, bardziej jako narzędzie. To prawda, że duża część władzy człowieka i jego ucisku opiera się na broni i przemocy. Ale po części wynika z tego również, że to narzędzie również powinno być użyte do zmiażdżenia władzy i opresji. Jeśli ten świat wojny jest nam narzucony, oznacza to, że musimy być gotowi, by bronić naszej idei społecznej. To nie przypadek, że automat w zaciśniętej pięści stał się symbolem wielu organizacji powstańczych. Jest symbolem tego, że monopol na przemoc można odebrać państwu i ciemiężcom.

Karabin w rękach ludzi, w tym przypadku społeczeństwa ukraińskiego, którzy wspólnie stawiają opór imperialnej agresji Putina, nie jest symbolem władzy, ale symbolem nadziei na wyzwolenie spod władzy. Symbol oporu wobec brutalnej siły.

Ale w rzeczywistości karabin nie jest w rękach narodu ukraińskiego, jest w rękach tylko części narodu, w rękach armii.

Nie mam danych liczbowych, ale z tego, co widziałem na własne oczy, ogromna liczba ochotników wstąpiła do Wojsk Obrony Terytorialnej, wszelkiego rodzaju pomocniczych struktur wojskowych i Samoobrony Lokalnej. Wydaje mi się, że cała aktywna część ukraińskiego społeczeństwa ma teraz kontakt z karabinem maszynowym, z karabinem w taki czy inny sposób. Co będzie dalej — zobaczymy. W każdym razie to doświadczenie samoobrony ludu, zbiorowego oporu wobec agresora jest cennym doświadczeniem. Jak to będzie realizowane w przyszłości — na razie nie odważę się spekulować.

Ok, porozmawiajmy więc o przyszłości w inny sposób, jak według ciebie rozwinie się ogólna sytuacja w regionie?

Cokolwiek to jest, w dzisiejszych czasach nie da się tego przewidzieć. Szczerze mówiąc, w ogóle nie sądziłem, że dojdzie do tej wojny na pełną skalę.

Niestety, coraz mniej wiarygodne staje się to, że wojna może się szybko skończyć. Albo wejdzie w przedłużającą się fazę, albo pojawią się próby ze strony Putina, by posunąć się naprzód w jakiś dramatyczny sposób, albo próby ze strony ukraińskiej, by aktywnie kontratakować.

Wojna doprowadzi do dalszej destabilizacji w regionie. Zapowiada to wielkie problemy dla ludzi. Równocześnie możliwa jest destabilizacja autorytarnych reżimów Łukaszenki i Putina. To oczywiście otwiera możliwości zmian na lepsze w naszych krajach. W tej sytuacji anarchiści z Białorusi i Rosji powinni przygotować się do aktywnego uczestnictwa w tych wydarzeniach.

Dlaczego uważasz, że ta wojna może podkopać reżimy Łukaszenki i Putina?

Z powodu sankcji, z powodu dużych strat, o ile można to teraz ocenić, z powodu ogromnych inwestycji w wojnę, z powodu utraty reputacji. Może teraz w Rosji panuje pewien entuzjazm wobec Putina, ale jest oczywiste, że w tej chwili cele nie są osiągane, ponoszone są straty, wydawane są ogromne środki.

Reżim Łukaszenki jest po prostu blisko związany z reżimem Putina. Jeśli reżim Putina przestanie istnieć, zniknie główne wsparcie Łukaszenki. Po drugie, okupacja odbywa się również z wykorzystaniem terytorium Białorusi. O ile mogę ocenić, wywołuje to dodatkowe rozgoryczenie wobec Łukaszenki w samej Białorusi. Zachęca ludzi do organizowania się w celu podjęcia jakiejś formy walki politycznej. Na przykład diaspora, która już jest bardzo antyłukaszenkowska, staje się jeszcze bardziej zorganizowana i zmobilizowana. Wiemy, że na przykład na Ukrainie jest wielu białoruskich wolontariuszy. Myślę, że w pewnym momencie może to stać się czynnikiem upadku reżimu.

Co twoim zdaniem powinni zrobić w tej sytuacji ludzie w Białorusi? Ci, którzy chcą jak najszybszego zakończenia wojny i autorytarnych reżimów, ale nie mają kontaktów ze zorganizowanymi ludźmi o podobnych poglądach, nie mają doświadczenia.

Algorytm jest taki sam: przygotowanie, organizacja i działanie. Nawet jeśli ludzie nie są członkami grup politycznych, bo wszystko jest tajne i nie ma możliwości nawiązania bezpośredniego kontaktu.

Konieczne jest uczenie się umiejętności, przygotowanie do aktywnego działania. Rozklejanie ulotek i graffiti jest pożyteczne, jeśli ludzie potrafią to robić, pozwól im na to. Ale w Białorusi społeczeństwo będzie musiało walczyć z reżimem, żeby się obronić. Trzeba być na to przygotowanym, na bezpośrednią konfrontację.

Trzeba się zorganizować, zjednoczyć się z co najmniej kilkoma zaufanymi osobami. Osoby godne zaufania, więc możecie na sobie polegać. Mogą to być 2 osoby, 3, 5.

I, oczywiście, działanie. Każdy wkład, zwłaszcza teraz w Białorusi i w Rosji, jest niezwykle cenny. Na przykład, wojna kolejowa. To coś, o czym wiedzą nawet zwykłe zuchy tutaj w Ukrainie. Rozmawialiśmy 5 minut temu z chłopakami z Gwardii Narodowej, a tam facet mówi: „Ale w Białorusi ludzie spalili tyle tych szafek przekaźnikowych, zrobili dywersje. To naprawdę pomogło”.

Teraz zdecydowanie nadszedł czas na działanie. 24 lutego. Po tej linii nie wiem, czego jeszcze mogę się spodziewać. Musimy uderzyć w reżimy dyktatorskie. Jeśli możesz to zrobić tylko sam, zrób to sam. Ale bez względu na wszystko walcz. Mam nadzieję, że uda nam się to wszystko zjednoczyć i skoordynować, tak by ta powszechna walka przyniosła konkretne rezultaty polityczne.